alexander-amayo-sK2-SmK5c2E-unsplash.jpg

Przemieszczanie się wewnątrz miasta

Jeśli chodzi o komunikację miejską, to przygotujcie się na szok kulturowy. W Meksyku nie ma przystanków autobusowych, ani rozkładów jazdy, czyli trzeba stanąć na roku ulicy i czekać. Autobusy miejskie to tak na prawdę microbusy, czyli furgonetki, vany, amerykańskie szkolne autobusy dla dzieci, busiki i wszystko co popadnie. Tylko w co po niektórych miastach używana jest numeracja, najczęściej na przedniej szybie wypisane są ulice, którymi przejeżdża dany "autobus". Kierowcy często biorą sobie do pomocy osobnika o przepitym głosie, który w zamian za parę peso drze mordę informując tym samym, którędy jego wehikuł będzie przejeżdżał. Jest to jeden wielki chaos i nawet biegła znajomość hiszpańskiego nie bardzo potrafi pomóc. Trzeba znać miasto na prawdę dobrze, żeby jako tako się w tym połapać. Mi zajęło rok zanim zacząłem korzystać z niektórych "linii".


Niektóre miasta posiadają metro, np. Mexico City. Warto z tego korzystać, bo przynajmniej wagony jadą po wyznaczonych torach i można jako tako się zorientować w terenie. Poza tym ceny są niskie, jakieś 5 peso za przejazd, czyli złotówka. Jazda metrem nie należy do nudnych, bo co chwila pojawia się jakiś showman, clown, muzyk, ćpun, albo handlarz. W metrze handlarze sprzedają wszystko. Raz przejechałem 15 minut i kupiłem od jednego gumy do żucia, a od drugiego ładowarkę do samsunga.


W Meksyku działa Uber i jest to najbezpieczniejszą forma przemieszczania się. Taksówki...starałem się ich nie wybierać. Mogą albo nadłożyć drogi, żeby wydusić kasę, albo wywieźć gdzieś daleko, gdzie odpowiedni ludzie się tobą zajmą. Jedyne bezpieczne taksówki to "taxi seguro", takie które są na lotnisku np. Tam płaci się z góry i nie ma lipy.